Wiem, że zdjęcie jest do kitu, ale tylko takie udało mi się zrobić,
a obiekt wart jest upowszechnienia. Nie stworzył go Tadeusz Kantor, ani inny z
wielkich artystów XX wieku, tylko Ludwik Kubaszczyk z Koniakowa: paść (czyli
pułapka) na myszy - chytry drewniany korytarz nęcący mysz, na którą czeka
ostateczny argument w postaci górskiego kamienia. Powstał w latach 70/80-tych
ubiegłego wieku, eksponat z wystawy "Zrób to sam" w Muzeum Śląska
Cieszyńskiego w Cieszynie.
środa, 3 sierpnia 2016
piątek, 4 marca 2016
CIESZYŃSKA INFEKCJA POETYCKA
Miasto Cieszyn ma - co oczywiste ze względu na jego
wielokulturowość - moc infekowania twórczego. Przykładem
może być przypadek reportera z Warszawy,
Pawła Tomczyka, który podczas pobytu w Cieszynie zaniemógł na żółtaczkę i
podczas kuracji w cieszyńskim szpitalu zapadł na Cieszyn, jak się wyraził.
Efektem owej infekcji a potem kuracji jest poniższy wiersz Pawła Tomczyka o Cieszynie,
bardzo dobry zresztą.
Wagon numer 4.
Gołębnik,
dom ptaków pokoju między narodami
(Pokój bez aneksu!) opodal Łodzi
(Obaczyta tramwaj co bez koni chodzi!).
Na krańcówce stanął.
Działce… Działać przestał.
W oknach zbrakło szyb,
w drzwiach nie było
drzwi.
Do maszynerii dostęp wolny.
Korbki już nie ma by poruchać.
Gołębie wzbiły stado w lot.
Gruchot bez dzwonka, trup bez ruchu.
Banalnie tylko cisza dzwoni.
Ring!… Ring!… Ring!… Ringhoffer!…
(Ucho natężam ciekawie)
Oberring!… Zgrzyt szyn
(Ol… zaaa!… Ol… zaaa!… Ol… zaaa!…)
Demelplatz!… Jęk szyn
(Oool… za!… Oool… za!… Oool… za!…)
Schlossgasse!… Śpiew
szyn
(Ol… za!… Ol… za!… Ol… za!…)
Most nad Olzą!…
Cieszyn…
czwartek, 11 lutego 2016
MOST ZAMKOWY
Dla symetrii inne wspomnienie. 10 listopada 1982, jestem w Cieszynie, telefon do Mamy, która wesołym głosem: "Wiesiu, Wiesiu, przed chwila podali, że umarł Breżniew!". I jeszcze weselej: "A Czesi już zdążyli się oflagować, idź zobacz!". Sprawdzam, rzeczywiście, spiker w radio i TV obwieszcza, że KC KPZR z bólem i żalem etc. etc. No to lecę, u nas w Polsce nie ma jeszcze nic na ulicach, żadnych flag żałobnych ani narodowych, nic. Trudno się dziwić, Breżniew ledwo ostygł. Podbiegam na koniec ulicy Armii Czerwonej, patrzę na czeską stronę: a tam czarno, czerwono, biało-czerwono z niebieskim trójkątem w środku, w ogóle - oficjalna żałoba i rozpacz. Ale mieli refleks! Jak oni to wszystko w kilkadziesiąt minut zdążyli przygotować?
A może to Czechosłowacy załatwili Breżniewa? Wszystko to być może, choćby i tak, że mu Gustaw Husak z Lubomirem Sztrougalem polali beherowki, zmieszali z miętowym fernetem, a na koniec dobili słowacką borowiczką. Każdy by od tego kipnął, a co dopiero Breżniew.
Zdjęcie z Facebooka użytkownika Děda Milan.
piątek, 1 stycznia 2016
POCIĄGIEM Z POLSKIEGO DO CZESKIEGO CIESZYNA
Jest, wreszcie! Po sześciu latach uruchomili komunikację
kolejową pomiędzy polską a czeską częścią miasta Cieszyn. Mało tego - z
Cieszyna (tego polskiego) można dojechać czeskim pociągiem do samego
Frydka-Mistka w Czechach. A właściwie do Frydka, bo tam jest dworzec, a jak
mnie objaśniła niewiasta w sklepie we Frydku, ci ze śląskiego Frydka do
morawskiego Mistka przez rzekę Ostrawicę nie chodzą. I w ogóle to ostatnio
pociąg z tego dworca w polskim Cieszynie odjechał do Frydka ponad dziewięćdziesiąt lat temu.
No to musiałem pojechać. Najpierw przedarłem się przez zwały
czarnego błota i zrujnowany dworzec do czyściutkiego, nowiutkiego i wypasionego
czeskiego pociągu. Trzeba kupić bilet, w ruinach dworca, ani na kupach błota
żadnej kasy ani automatu nie było. Ale jest czeska konduktorka - no to ja do niej, żeby mi sprzedała bilet do
Czeskiego Cieszyna. A ona, wyraźnie zniesmaczona tym, że musi, do czegoś
takiego co podobno jest dworcem w Cieszynie, jeździć, mówi: "16 koron".
No to ja się pytam, czy można w złotówkach, przecież jesteśmy jeszcze w Polsce,
a pociąg nie jest eksterytorialny. A ona na to, że w złotówkach pod żadnym
pozorem nie weźmie. Ewentualnie może być w euro. Na szczęście, jako rasowy
Cieszyniak miałem przy sobie jakieś
koronki, wydawki po piwach, akurat było ich szesnaście. No i pojechałem.
Pięć minut jazdy za 2, 60 zł (po przeliczeniu koron na
złotówki), a przyjemności jak za co najmniej dychę. A jak pojedziecie dalej, do
Frydka, to w ogóle raj i rozkosz komunikacyjna.
Mam nadzieję, że nie zlikwidują tego pociągu, pod
pretekstem, że mało ludzi jeździ. A jak mają jeździć, jak w polskim państwie
nie mogą kupić biletu do pociągu za polską walutę?
Film z jazdy do granicy na Olzie - kliknij tu
czwartek, 1 października 2015
POCIĄGIEM Z CIESZYNA
Pociągiem z Cieszyna do Rzymu, Sofii, Warny, Rijeki,
Belgradu, Zagrzebia, Budapesztu i Stambułu. Co prawda przez Czeski Cieszyn, ale
zawsze to Cieszyn. Międzynarodowy rozkład pociągów 1977/1978.
A latem 1939 roku można było dojechać z Cieszyna (czeski
Cieszyn nazywał się wtedy Cieszyn Zachodni) bezpośrednio do Lwowa według następującego
rozkładu jazdy:
Lwów odjazd 21:42, Przemyśl odjazd 23:49, Kraków Gł.
przyjazd 5:25/ odjazd 5:49, Bielsko odjazd 8:23, Cieszyn przyjazd 9:41 / odjazd
9:48, Cieszyn Zachodni przyjazd 9:48
Powrotny: Cieszyn Zachodni 17:28, Kraków odjazd 23:10, Lwów przyjazd: 7:35
Powrotny: Cieszyn Zachodni 17:28, Kraków odjazd 23:10, Lwów przyjazd: 7:35
poniedziałek, 21 września 2015
II CIESZYŃSKI MARATON CZYTANIA TEKSTÓW GWAROWYCH
Mowa cieszyńska jest jak balsam na skołatany bełkotem mózg. Książnica Cieszyńska ogłosiła, że każdy może przyjść i przeczytać publicznie tekst napisany gwarą. No to jo przyszełech, zapisali mie i żech przeczytoł gadke o tacie, co mioł łosim dziecek i je zabroł na wycieczke na Równice. Każdy dostoł po dwie parówki, dwie bułki i po lemoniadzie: cytrynowej, malinowej i pomarańczowej. A ta lemoniada to była zapakowana w guziczki:kolorowy knefel na smak, a biały do gazowania. I jeszcze wkludzili na tę Równice słuszny garniec do warzenia parówek. A tata, że tych dziecek po mianie nie pamiyntoł, to ich furt rachował: roz, dwa, trzi, sztirzy, pięć, sześć, siedom, łosim... Długo łoni taką niedzielę pamiyntali i spominali...
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
O ZADKU CZYLI TYLE
Pyrsk! Hań downiej jeździły u nas pekaesy do Jaworzynki na Trzycatek. A w takim pekaesie byli dwie dźwierza: jedno z przodku, a drugie u zadka - czyli z tyłu. A przy obu siedział konduktor i bilety sprzedawał albo sprawdzał.
Raz jedzie taki autobus, zatrzymuje się na Gojach i wsiada do niego od przodka jakasikej paniczka z jakąsikej beskurcyją na plecach. Konduktor zagląda, a ta beskurcyja to była koza. I mówi tej paniczce, że z kozą na plecach jej nie wpuści. No to ona leci do tylnich drźwierzy i wrzeszczy: "Panoczku, weźcie mnie od zadka, bo od przodka nie chcieli!"
No, ale potem to już ino jeden konduktor był w takim pekaesie. Kiedysikej zaczyna sprzedawać i sprawdzać te bilety od przodka, a narodu napchało się moc, więc on wrzeszczy do tych, co byli w tyle pekaesu: "Czy wszyscy mają bilety w zadku?" "Ni, w rękach" - padła odpowiedź.
(Stare kawały mową cieszyńską do publicznej wiadomości podało dziecko-piernik znad Przykopy).
Subskrybuj:
Posty (Atom)




